Miasto przyjazne ludziom – Wiedeń

Od jakiegoś czasu, mocno interesują mnie tematy działania miasta, jego funkcji, ale także działań społeczeństwa w kontekście wspólnoty jaką jest miasto. Niektóre z tych elementów są bardzo ważne, bo rzutują na nasze codzienne życie i naszą przyszłość – jak np. gdzie znajdzie się przystanek tramwajowy. I to właśnie takie spojrzenie dominowało u mnie na urlopie. Tak poznałem, moim zdaniem, miasto przyjazne ludziom – Wiedeń.

Zacznijmy od tego, co rozumiem za miasto przyjazne ludziom? To miasto, które dba o wszystkich mieszkańców i przyjezdnych – tych zmotoryzowanych, jeżdżących komunikacją miejską czy rowerami. To miasto, które zdaje sobie sprawę z potrzeb ludzi – odpoczynku w parku, zaparkowania czy napicia się wody. Ale też dbające o to, aby miasto rozwijało się gospodarczo, turystycznie czy poprzez właściwe gospodarowanie przestrzeni. Oceniam Wiedeń jako turysta. Wiadomo, że osoby mieszkające w tym mieście, mogą wypisać dużo więcej negatywnych rzeczy.

Wiedeń – co zwraca uwagę?

Komunikacja

Pierwsze na co zwróciliśmy uwagę to… bardzo dużo samochodów (nic dziwnego, przy ponad 1,8mln mieszkańców i tysiącach turystów) i wąska jezdnia. W Polsce przyzwyczajeni byliśmy do sporych odstępów między autami (np. na skrzyżowaniach). W Wiedniu po otwarciu okna spokojnie można zbijać piąteczki z innymi. Na początku bałem się nawet, czy ktoś mnie nie porysuje, ale jak się okazało, taka szerokość była wystarczająca.

Dopiero potem skumałem się, że dzięki temu, mamy dosyć szerokie chodniki, po dwa pasy dla samochodów w obie strony. Każdy jest zadowolony.

Kolejna rzecz to komunikacja miejska. Autobusy, tramwaje, metro, kolej miejska i jeszcze normalna kolej. Szczerze mówiąc, trochę obawiałem się, że siatka będzie skomplikowana. Ale wszystko jest bardzo dobrze oznaczone – na mapce, którą dostaliśmy (i w różnych wersjach językowych widzieliśmy u wielu turystów) bardzo dobrze, kolorami rozpisane są linie metra czy tramwaje. W ogóle nie czuć było różnicy między Olsztynem z trzema liniami tramwajowymi, a ogromnym Wiedniem.

Kolejna rzecz, która przykuła moją uwagę to… ilość skuterów, motocykli i hulajnóg. Rowery? Dużo mniej.

Przestrzeń miejska

Drugiego dnia wybraliśmy się do oceanarium. Na górze znajdował się punkt widokowy. Widok, który tam zobaczyliśmy, dość mocno nas zaskoczył. Wiedeń okazał się bardzo rozległy i… płaski. Zobaczcie sami:

20160905_114617

Nie spodziewaliśmy się, że zabudowa w stolicy Austrii jest tak niska. Tak naprawdę „wysokie” osiedla widzieliśmy dwa – jedno, chyba część biznesowa, na wyjazdówce w kierunku Bratysławy, a drugie mieszkaniowe gdzieś na obrzeżach miasta. To nie znaczy także, że w centrum nie ma wysokich budynków, ale są one pojedyncze – nie dominujące nad okolicą, a wręcz wtapiające się w nią. W większości, gdy je mijaliśmy, pasowały do otoczenia.

Zabudowa. Generalnie zabudowa we Wiedniu jest bardzo gęsta. Nie wiem, jak z minusami – osoby tam mieszkające mogą to lepiej ocenić, ja mogę powiedzieć o moich przemyśleniach na plus. Przede wszystkim – jest w tym jakiś urok. W „trójkątach” – jak postawiono naszą kamienicę, w środku znajduje się coś w rodzaju patio, które mieszkańcy mogą sami zagospodarować. U nas zrobiono ogródek, w którym można było wieczorem sobie posiedzieć. Wydaje mi się, że bardzo to służy integracji lokalnej.

Gęsta zabudowa sprawia też, że w małych uliczkach praktycznie nie ma latarni. Austriacy wymyślili za to inny sposób na oświetlenie ulic – lampy przywieszone do budynków. Świetne rozwiązanie, które nie zabiera miejsca, ale daje wystarczające światło. Taka zabudowa powoduje też to, że wszędzie jest blisko. Obejście kilkunastu takich „trójkątów” zajmuje kilka minut.

Ale jest też druga strona medalu, gdy wychodzimy na główne ulice, to przestrzeń między budynkami jest znacznie większa. Tak było koło naszego mieszkanka, gdzie między budynkami, zmieściła się jezdnia, rzeczka i metro (częściowo odkryte). Podobną ulicą też jest Opernring. To wyjątkowa część miasta, rozciągająca się dookoła starówki. Jest szeroka, z mnóstwem przestrzeni dla pieszych, ale przy tym bardzo dla nich przyjazna.

Inne elementy

Wiadomo, że to co przyciąga turystów to m.in. zabytki, restauracje, kluby itp. My skupiliśmy się jednak na innych rzeczach. Drobnych, o których się nie myśli, ale które sprawiły, że nasz pobyt we Wiedniu był przyjemniejszy.

Źródła wody pitnej, albo jak wolę mówić „wodopoje”. Byłem zaskoczony ich ilością – kilka w okolicy starówki, jedno niedaleko pałacu Schonbrunn i sporo rozrzuconych po mieście. Doceniłem je szczególnie, gdy skończyła nam się woda po całym dniu zwiedzania. A do tego grzało nas słońce. Dolaliśmy do butelki wodę z wodopoju. Była… przepyszna, świeżutka i orzeźwiająca! W Olsztynie znajomy zgłosił stworzenie takich źródeł do Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego. Właśnie na ten projekt oddałem swój głos 🙂

Kolejną rzeczą, ale raczej jako ciekawostka, były budki telefoniczne. Było ich naprawdę dużo i… ludzie z nich korzystali. A w Olsztynie trwa akcja ratowania… Ostatniej budki telefonicznej 🙂

Rzeźby. Mnóstwo rzeźb. Mała architektura stoi we Wiedniu na wysokim poziomie i dopiero tam zrozumiałem, jak może ona wpływać na komfort mieszkańców. Dużo przyjemniej siedzi się w parku, w którym jest dużo kwiatów, fontanna i właśnie mała architektura. Zupełnie inaczej niż w parku, który charakteryzuje się dużą przestrzenią, z małą ilością drzew. Widać też, że kultura spędzania wolnego czasu w parkach jest w Wiedniu na zupełnie innym poziomie niż u nas. Środek dnia, okolice stacji metra, a na zielonym skwerze siedzi ze 100 osób i się chilluje. Tak po prostu.

 

Zwróciliśmy też uwagę na takie smaczki, jak znaki drogowe i sygnalizacja świetlna. Na przykład – zielone światło dla pieszych przedstawia dwie osoby i serduszko między nimi. Niby nic takiego, ale na każdym skrzyżowaniu się cieszyliśmy. Fajnie rozwiązano też problem… remontów i wielkich bannerów. Na bocznej ścianie ratusza, trwały duże prace. Postawiono wielką płachtę, która pokazywała częściowo, jak elewacja powinna wyglądać + dorzucono reklamę. Nie było to inwazyjne. Niestety, na elewacji jednego z kościołów, ktoś wypalił z reklamą piwa.

Są też minusy. A właściwie jeden bardzo duży minus – palenie. Gdzie nie byliśmy, ludzie palili. Wejście do metra – przez dym, wyjście na innej stacji – przez dym. Ogródek w restauracji – dym. Pod tym względem Wiedeń nie był przyjemny. I raczej nie poprawiają sytuacji automaty z papierosami (tu ze znajomymi rozmyślamy, czy weryfikują jakoś wiek?). Z drugiej strony, Austriacy zachęcali nas, aby piwo wypić spokojnie w parku czy na ławeczce na starówce. Dla mnie, jest to fantastyczne rozwiązanie, ale zdaje sobie sprawę, że niektórych widok osób pijących może mierzwić.

***

To kilka głównych spostrzeżeń. Wiele z nich chciałbym jeszcze przemyśleć, sprawdzić i przedyskutować z osobami bardziej kompetentnymi do oceny. Ale na pierwszy rzut oka, można powiedzieć, że Wiedeń może być dobrym przykładem, jak budować miasto.